Łap dystans

Łap dystans

 

Dystans. Tylko dystans. Bo wszyscy zginiemy.

Mamy wyjątkową tendencję lub też potrzebę do organizowania życia wokół siebie, wpływania na przebieg zdarzeń, kontrolowania. Wszystko jest ok w granicach normy. Jednak poczucie nadmiernej kontroli prędzej niż później daje o sobie znać. Odbije się czkawką i spowoduje, że jeśli coś zacznie nam się rozjeżdżać (czytaj: nie jest tak jak planowaliśmy) to utracimy grunt pod nogami. Żeby ubrać to w metaforę, to stanie się tak, że nerwowo zaczniemy łapać cukierki, które nagle i niespodziewanie postanowią wypaść nam z rąk.

Dystans. Tylko dystans. Bo wszyscy zginiemy. To prawda stara jak świat. W różnorodny sposób mówią o tym niemal wszystkie nauki wschodu. Na przykład jeden z nurtów buddyzmu – zen.

Dystans to moim zdaniem świetne i potężne narzędzie. Umiejętność dystansowania się do wszystkiego co się wokół mnie dzieje to największe dobrodziejstwo jakie poznałam w procesie pracy nad sobą. Powoduje, że nie utożsamiam się z tym co się dzieje, „co mnie spotyka”. I nie chodzi mi o to, że lekceważę lub ignoruję. Chodzi o to, że nie wchodzę w to emocjonalnie. Nie nadaję temu znaczenia i interpretacji. Jest tylko wewnętrzna zgoda na to co jest. Bardzo ważne, bym uświadomiła sobie, że „nie jestem sytuacją” w której się znalazłam, „nie jestem emocjami”, które się we mnie pojawiły. Mam natomiast pełną świadomość. I spieszę od razu uprzedzić. Nie stałam się nagle istotą pozbawioną zakończeń nerwowych. Nie ma w tym również magii. Ona pojawia się później jako rezultat zmian. Jest za to praktyka. Praktyka uważnej obecności, która pozwala mi dopasować swoje reakcje. Pozwala mi reagować na rzeczywistość a nie na wyobrażenie o tej rzeczywistości, które stworzyła sobie moja głowa na podstawie strzępków informacji czy systemu pięknie utkanych przekonań na temat siebie.

Tyle wywód teoretyczny. A jak wyglada praktyka? Pojawia się taki charakterystyczny moment, po którym zaczynasz łapać o co w tym wszystkim chodzi. Dochodzisz do ściany, dotykasz „dna”, czujesz, że jesteś w sytuacji, która przytłacza Cię ja wielki głaz, z której jedyne wyjście jest takie, żeby odpuścić. (Tu uwaga! Jeśli nadajesz znaczenie sytuacji jako przytłaczającej to czujesz to na własnej skórze. Dosłownie.)

Mechanizm dystansowania / odpuszczania (*pasujące – sobie wybrać) ubrałabym w następujący schemat:

1. Przestajesz walczyć bo zakceptowałeś.

2. Odpuszczasz bo przestałeś walczyć.

3. Dostrzegasz pojawiające się rozwiązania bo odpuściłeś.

4. Reagujesz inaczej bo stworzyłeś sobie przestrzeń do tego żeby dostrzec.

Umiejętność łapania dystansu to dla mnie wciąż wyższa szkoła jazdy. Uczę się tego nieustannie. Jak to robię? Na początek zapraszam Cię do zapoznania się z dwiema ścieżkami w zależności od sytuacji, w jakiej będziesz. Sama testowałam i polecam. Jednak zanim pójdziesz którąś z nich, to zdiagnozuj stan, w którym się znajdujesz. Nazwij go po to, by się z nim oswoić. By złapać ze sobą kontakt. Wtedy zwiększasz szanse na to, by świadomie wybrać zdystansowany sposób reakcji.

Pierwsza ścieżka

Reaguję przez odpuszczanie. Oznacza to w praktyce tyle, że odchodzę od tego, co wywołało mój stan. Dosłownie. Robię tyle przerwy ile jest możliwe w danym momencie. Nie wyruszam w rejs w czasie sztormu. Głosi stare powiedzenie. Prawda warta milion dolarów. Wracam dopiero wtedy, kiedy poczuję wewnętrzną gotowość. Spróbuj to przetestować w sytuacji, która będzie wymagała od Ciebie dużego wysiłku emocjonalnego np. kłótni czy sprzeczki. Nie żeby specjalnie prowokować taką sytuację ale okazja na pewno się nadarzy. Gwarantuję Ci to 😉

P.S Nie uciekam od rozmowy. Wyrażam swoją potrzebę na przykład tak: „Czy możemy wrócić do tej rozmowy później? Jestem zbyt zdenerwowana. Ciężko mi o tym mówić”.

Druga ścieżka

Podejmuję decyzję, że jestem w stanie „przytłoczenia”. Czyli akceptuję to, że np. do końca dnia odczuwam ten stan, bo sytuacja w jakiej jestem tego ode mnie wymaga. Podjęcie decyzji ma tu kolosalne znaczenie. Dlaczego?  Ponieważ pozwala przejąć ster i mieć wpływ na siebie. Jest to wewnętrzny dialog w stylu: „Ok, w tej chwili akceptuję, to co się dzieje, mimo tego, że jest mi wyjątkowo ciężko”. Bo jeśli zaakceptuję ten stan, to potem mogę podjąć decyzję o tym, co chcę z tym zrobić. Często też właśnie wtedy przychodzą rozwiązania. I to jest cała magia.

 

Naucz się płynąć z nurtem rzeki