Rób sobie pod górkę

Bądź ciekawski! Bądź ciekawski siebie. Ciągle poznawaj. Po co?

Wyobraź sobie, że nagrywasz jakąś swoją wypowiedź telefonem lub kamerą. Może to być rozmowa telefoniczna. Odtwarzasz i wsłuchujesz się w to co mówisz lub jak się zachowujesz. I co, jak wrażenia?

Jako trener pracowałam w projekcie, w którym jedną z technik jaką stosowaliśmy była kamera. Rejestrowaliśmy pewne zachowania. Wnioski uczestników brzmiały mniej więcej tak: „To nie mogłem być ja”, „To ja tak mówię?”.

Przestrzeń do dokonania prawdziwej zmiany, czyli takiej w wyniku której ja coś sobie uświadamiam – pojawia się wtedy kiedy dopuszczam do siebie myśl, że moja wizja siebie jest moim własnym wyobrażeniem o mnie. „To nie mogłem być ja” – zamyka. „Hm, to ciekawe, że ja tak mówię” – otwiera. Na dokonywanie zmian, modyfikowanie tego co nie działa lub potwierdzenie, że to co robię – działa.

Jeśli zawsze wybieram pozycję pierwszą – czyli „wiem, że ja tak nie mówię” – wtedy staję się swoim małym, prywatnym sabotażystą, który mówi mi „nic nie zmieniaj, jest ok”. Zaczynam robić sobie pod górkę w sposób, który nie przynosi mi dobrych dla mnie efektów. Co zatem w zamian …

Jak efektywnie robić sobie pod górkę?

 

Przed zastosowaniem zapoznaj się z poniższą treścią…

Oto kilka podpowiedzi napisanych pół żartem pół serio. Wszelkie sugestie autorki są tylko i wyłącznie subiektywnymi sugestiami autorki. Nie mają one na celu pouczania i zaburzania jakiejkolwiek wizji świata. I nie chwali się autorka, że już to wszystko wie i umie. Bo nie umie. Ale ćwiczy, ćwiczy i jeszcze raz ćwiczy.

Uprasza się więc o nie branie owych sugestii prywatnie do siebie i opanowanie pozycji dystansu. Można wziąć wszystko, można wziąć trochę. A jak ktoś zechce to można i nie brać nic 😉

 

# 1 Podejmuję wewnętrzną decyzję


Jest to stan podyktowany jakimś wewnętrznym uczuciem dyskomfortu w stylu: „ja już dłużej tak nie mogę”, „męczę się z tym, potrzebuję coś zmienić”. Wtedy właśnie na scenę wkracza decyzja o zmianie. Nie wiem jeszcze jak ale chcę to zrobić. Polecam obserwację dzieci swoich lub cudzych. W przypadku cudzych łatwiej o dystans 😉 Dzieci, które chcą chodzić podejmują próby chodzenia. One po prostu chcą to zrobić. Nie zastanawiają się ile wysiłku je to będzie kosztować i czy to się w ogóle się opłaca.

#2 Daję sobie zgodę na niewygodę


No nikomu nie jest przyjemnie kiedy musi w pewnym sensie zmierzyć się z samym sobą i zrobić coś, co powoduje  niewygodę. To trochę tak, jak wybrać wejście schodami a nie jazdę windą, pomimo tego, że się nie chce ale z przekonaniem, że to jest dla mnie dobre. Tutaj mogą odpalać się mechanizmy obronne, które był mus, żeby stosować na przykład wtedy, kiedy byliśmy dziećmi. Pamiętasz jaka była Twoja reakcja na słowa mamy: „musisz zjeść tą zupę, bo jest zdrowa”? Dziś, mechanizmy te mogą nam utrudniać. Warto im się przyjrzeć bliżej.

Biegasz lub uprawiasz jakiś inny sport? Przypomnij sobie przyjemne zmęczenie i satysfakcję jakie towarzyszą Ci po wysiłku.

#3 Robię to czego nie potrafię


Oho! Przyznać się przed sobą, że czegoś nie potrafię – to jest dopiero sztuka. Pracuję nad tym tak: jeśli uważam, że czegoś nie potrafię  a bardzo chcę to właśnie to zaczynam robić. Teraz nie umiem ale się naumiem 😉 To wyrobi we mnie zdrowe mechanizmy działania, które można nazwać aktywnością, pracowitością, zaangażowaniem. I na bank przydadzą mi się w innych sytuacjach.

# 4 Nauka to wysiłek, przygotowuję się na to


Wysiłek jest moim sprzymierzeńcem. I nie chodzi mi tu o jakiś masochizm 😉 To o czym myślę, przypomina mi takiego własnego gremlina, który szepcze mi bezczelnie do ucha jak natrętna mucha latająca nad głową „no weź przestań”, „nie rób tego”, „po co Ci to, tylko się umęczysz”, „nie wysilaj się”.

Jeśli uczę się nowej dyscypliny to potrzebuję nauczyć swój organizm pewnej sekwencji ruchów, których on do tej pory nie znał. To wówczas nazywam wysiłkiem, ponieważ w tej konkretnej dyscyplinie ja jestem na etapie nauki chodzenia.

Uważam, że wszystko nabiera takiego znaczenia jakie temu nadamy. Jeśli na przykład słowo wysiłek, samodyscyplina, praca czy też odpowiedzialność (cokolwiek to będzie) w mojej mapie terenu funkcjonuje jako coś ciężkiego, to takie właśnie będzie. Bardzo łatwo stworzę sobie wówczas przekonanie o tym, że czegoś nie zrobię, bo to wymaga ode mnie wysiłku. Ale jeśli to pokocham, to będzie moim sprzymierzeńcem. Będzie grało ze mną do jednej bramki. Jasne, że wysiłkiem będzie dla mnie wejście na szczyt w górach i chodzenie z plecakiem przez dwa tygodnie. Czy ja myślę o tym jako czymś przytłaczającym? Nie. Myślę o tym, jako o przygodzie. To jest satysfakcja, że pokonuję kolejne wyzwanie na mojej drodze. W ten sposób uczę się siebie i poznaję swoje możliwości. I tak jest w wielu sytuacjach.

# 5 Biorę odpowiedzialność


Wszystko co mam lub nie mam jest rezultatem moich decyzji (każdych). Moja decyzja jest najmojsza na całym świecie od początku do końca. Jeśli coś nie działa to pytam samą siebie „co u mnie nie zadziałało?”. Bo wtedy mam szansę coś zmienić. Bo zależy to ode mnie i mnie dotyczy. Niechaj za przykład posłuży nastawienie – no chyba nic tak bardzo ode mnie nie zależy jak właśnie to. Mogę je zmienić i w 100 % zależy to ode mnie.

# 6 Jestem tu i teraz


Jestem tu i teraz bo tam i potem nie ma. Wszystko się dzieje teraz. Jeśli jest czas na wysiłek to podejmuję wysiłek. Kiedy jest czas na odpoczynek to jest odpoczynek. Wiem kiedy ten wysiłek jest mi potrzebny i wiem kiedy ten odpoczynek jest mi potrzebny. Jak w jednej z metafor: „Jak obieram pomarańczę, to obieram pomarańczę”.

# 7 Wchodzę w rolę ucznia


Prawdziwa zmiana zachodzi kiedy potrafię wyjść z roli mistrza i wejść w rolę ucznia przede wszystkim wtedy gdy to jest potrzebne na drodze mojego rozwoju. Mistrzem może okazać się dla mnie nawet kilkuletnie dziecko, które powie coś, co na zawsze odciśnie ślad w mojej psychice 😉

Proces mojej indywidualnej ścieżki rozwoju, na której jestem, wymaga ode mnie wiary, że to co się dzieje jest dobre. Wymaga zaufania i pokory. Bardzo polecam film animowany Kung Fu Panda, który właśnie o tym mówi.

# 8 Popełniam błędy


Popełnianie błędów jest spoko. Ćwiczę, ćwiczę i jeszcze raz ćwiczę. Popełniam błędy i wyciągam wnioski. Zadaję sobie pytania: Czego mnie uczy ta sytuacja? Jaką daje mi korzyść? Czego jak się o sobie dowiaduję? Najgłupszy jest błąd po którym nie wyciągam wniosku czyli nie skapnęłam się, że go popełniłam bo po prostu uważam, że go nie popełniłam. No tutaj to już nie ma przebacz. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie 😉

#9 Przestaję dążyć do ideału


Chyba nie ma czegoś takiego jak ideał. A jak jest to musi być bardzo nuuudne. Przytoczę słów kilka autorstwa niejakiego OSHO: „Dżiniści twierdzą, że Mahawira w ogóle się nie pocił. Doskonały człowiek nie może się pocić! Ja mogę się pocić, ponieważ nie jestem człowiekiem doskonałym! Pocenie się w lecie jest tak wspaniałe, że wolałbym wybrać pocenie się niż doskonałość” 

# 10 Rezygnuję z roli ofiary w życiu i wybieram rolę uczestnika życia


Rola ofiary to przeżytek. Jest łatwiejsza i tylko tyle ma do zaoferowania. Pozorną łatwość i wygodę. Ale ja nie chcę tutaj zajmować się łatwymi rzeczami. Bo będąc ofiarą skazuję się na prowadzenie takiego właśnie życia. Dopasowanego do okoliczności i realizowania wizji świata innych ludzi. Obarczam otoczenie tym, co się dzieje w moim życiu i czuję się poszkodowana. Generalizując sprawa wygląda tak:

Ofiara mówi: To oni mi to zrobili.

Uczestnik mówi: To ja sobie to zrobiłam (tzn. nie miałam wystarczającej wiedzy / narzędzi do tego, by osiągnąć efekt o jakim myślałam, więc potrzebuję zdobyć tych narzędzi więcej. I zdobywam.)


Paradoks górki: Robimy sobie pod górkę wybierając drogę na skróty 😉


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *