Na pełnej petardzie

 

Nie licz dni. Sprawiaj, by dni się liczyły.

Lubię wyzwania, coraz częściej każdą chwilę swojego życia traktuję jak przygodę. Dziś będzie o jednej z takich właśnie przygód – wycieczce rowerowej.

Jedyne co mi towarzyszy na początku to decyzja i pewność, że  chcę to zrobić. Przeglądam tzw. zasoby internetowe w poszukiwaniu inspiracji. „A może by tak połączyć rower z czymś … przyjemnym, ciekawym. Skoro planujesz pokonać dłuższy dystans a nie chcesz jakiegoś tam śmiesznego pląsania rowerem po okolicy to jedź do hotelu ze SPA. To będzie fajna nagroda za Twój wysiłek” – mówię do siebie. Jak sobie powiedziałam, tak też sobie zrobiłam.

Chcesz wiedzieć co było dalej?

Pierwsze wyzwania pojawiają się kiedy okazuje się, że z wolnymi miejscami w hotelach szału nie ma. Po sprawdzeniu jeszcze kilku opcji, które tylko to potwierdzają, podejmuję decyzję, że … jadę. Wybór pada na Sochocin. „A niech tam. Nie dzwonię. Niech się dzieje wola nieba” – pakuję się i jadę w ciemno zmotywowana moją własną nieprzymuszoną wolą, wiarą i determinacją. „Reszta się jakoś poukłada” – mówię. „Jak nie znajdę noclegu to najwyżej wrócę”. Machnę bez problemu ten dystans. Moja naiwność czasem mnie urzeka ale w wielu sytuacjach ratuje.


Lekcja numer jeden brzmi:

 

Podejmij wewnętrzną decyzję, ufaj temu co się ma wydarzyć. Rozwiązanie będzie dla Ciebie najlepsze z możliwych. 


Droga jest świetna, tylko … jakoś meta się wydłuża. Jadę i jadę. I znów jadę. Ten czas to dla mnie doskonały rodzaj medytacji. To chwila kiedy całkowicie jestem tylko ze sobą, oczyszczam głowę ze zbędnych śmieci. Nie myślę i nie analizuję bo … zwyczajnie nie mam na to siły. Każda zbędna myśl to po prostu strata potrzebnej mi energii. Podziwiam za to piękne okoliczności przyrody, widzę tylko to, co jest dookoła mnie. Jakimś „cudem” pogoda mi sprzyja. Doceniam to, wydzierając się co jakiś czas w okrzyku radości.


Lekcja numer dwa brzmi:

 

Zacznij. Po prostu zacznij to robić. Nie czekaj bo nie ma na co, najlepszy moment jest teraz. Jest taki dowcip kiedy pewien człowiek od kilku lat modli się do Boga: „Boże, proszę spraw wreszcie, bym wygrał w totolotka”. Bóg, zmęczony tym ciągłym jęczeniem przemawia w końcu do niego: „To puść wreszcie kupon”.

Jest jeszcze coś – nigdy nie przestawaj sprawiać, by każda chwila Twojego życia miała znaczenie, nawet ta najdrobniejsza. Jeśli zaczniesz nadawać sens niewielkim z pozoru rzeczom jak to, że świeci słońce, dostrzeżesz jak bogaty jesteś. Bądź w pełni tu i teraz bo tam i potem nie ma.


Po kilku godzinach, późnym popołudniem docieram na oparach  do celu. Dojeżdża ze mną duma, satysfakcja i fajne uczucie kiedy moje nogi powoli zaczynają eksplodować. Ale co tam, wszystko zniosę. Mój cel zostaje osiągnięty.

To hotel BoniFaCio, jedyny jaki znalazłam w okolicy. „Musi mnie Pani uratować” – sponiewieranym ze zmęczenia głosem mówię do Pani Małgosi z recepcji. Jak się dopiero później okazało, tak miała na imię. Obok mnie stoi Pan, którego na początku nie dostrzegam. Co zmęczenie może zrobić z człowiekiem. Pan Wojtek – jak się później okazało, tak miał na imię i pełnił funkcję dyrektora tegoż obiektu. Ha, ciekawe, że właśnie na niego trafiłam. „Ja mogę nawet i na kanapie w lobby się przespać a ze SPA … jak nie będzie wolnego miejsca, to mogę zrobić sobie zabieg i w tej pięknej, soczystej trawie się wytarzać”. W chwilach trudnych takie myśli przychodzą człowiekowi do głowy.


Lekcja numer trzy brzmi:

 

Uwierz w swój cel. Uwierz w to, że jak coś chcesz, to życie kładzie Ci kładki pod nogi, w taki sposób byś mógł dojść tam gdzie chcesz. Zauważ je. I doceniaj, naprawdę doceniaj wszystko co do Ciebie przychodzi. Z pozoru trudne rzeczy są najlepszym, co Cię spotyka.


Zaczynam opowiadać moją historię. Że przejechałam 50 kilometrów. I takie tam. A co, w końcu jest się czym pochwalić. Czuję, że moja historia coraz bardziej urzeka. „Była już Pani u nas kiedyś ?” – pyta Pan Wojtek. „Nie” – odpowiadam. „No właśnie …” – no tak, już rozumiem sugestię, w takim miejscu pełne obłożenie to norma. „Nie mamy wolnych pokoi, wszystkie są zarezerwowane, ale …” – uwielbiam to słowo, bo po „ale” pojawia się nadzieja. „Jeszcze nie wszyscy goście przyjechali”- kontynuuje Pan Wojtek. „Proszę dać nam godzinę, spróbujemy coś zrobić, żeby Panią uratować”. „A co tam, najwyżej wrócę kolejne 50 km do domu” – myślę. „Oj, to trochę długo, bo jak nie będzie miejsca to muszę wrócić z powrotem 50 km, a jest już 17:00” – odpowiadam. „Ok. To pół godziny”. Yess, „Niezły ze mnie negocjator” – myślę. „Zapraszam Panią na kawę, proszę się rozgościć” – kontynuuje Pan Wojtek.  I zaraz dodaje „Ta Pani przejechała 50 km, żeby do nas dojechać”. „Łał! To już wszyscy wiedzą?” – ciekawe jak się dowiedzieli, myślę … Pan z baru powiększa zamówienie o specjalny sok ratujący życie, chyba muszę wyglądać przejmująco …


Lekcja numer cztery brzmi:

 

Zwracaj uwagę na ludzi, których spotykasz na swojej drodze. Oni są na niej po coś ważnego. Okazuj wdzięczność wszystkiemu co się dzieje i wszystkim, których spotykasz. Moc wdzięczności wraca ze zdwojoną siłą. Dziękuj, dziękuj i jeszcze raz dziękuj.


Po 10 minutach z czeluści recepcyjnych zakamarków wyłania się Pani Małgosia. – „Mamy pokój dla Pani. Jeśli Pani się zdecyduje to będzie gotowy za 40 minut” Moja wdzięczność graniczy niemal z szałem. Wyznaję miłość wszystkim dookoła. Łącznie z tymi, którzy nie dojechali, odwołali, czy też poświęcili się na rzecz rowerzystki. Cokolwiek się stało, było wyjątkowe. Widzę Pana Wojtka, dziękuję mu i chwalę się, że jest pokój. „Nie takie rzeczy się robiło” – z nonszalancją odpowiada. Hmm, no tak – niech moje milczenie posłuży za cały komentarz.


Lekcja numer pięć brzmi:

 

Naprawdę jedyna stała rzecz w życiu to ZMIANA. Jeśli nie będziesz na nią gotów, to Cię zaskoczy. 


Kurtyna.

Jednak historia na tym się nie kończy. Spędziłam w hotelu BoniFaCio przepiękny czas. Każda chwila była warta tego, by być w tym miejscu. Czułam się wyjątkowo zaopiekowana przez wszystkich. Było wSPAniale. Że miejsce, że wolne, że na 19:30? To też nie było takie oczywiste. Rozpoczęto proces mojej regeneracji. Zabiegi po takim wysiłku pasowały jak ulał. „Przecież musi Pani jeszcze jakoś wrócić do domu na rowerze” – przypomniał mi Pan Bartłomiej kierownik strefy SPA, tak na wszelki wypadek, gdybym zapomniała.


Lekcja numer sześć brzmi:

 

Teraz podzielę się tym, co u mnie wyjątkowo działa. Żeby realizować wszystkie moje cele życiowe potrzebuję od siebie pracowitości, determinacji, wiary, wdzięczności,  ciekawości. Takiej niemal „bezczelnej” ciekawości życia. Do tej mieszanki wrzucam też odrobinę odwagi. No dobra, z tą odrobiną to żart. Bo tu przede wszystkim chodzi o odwagę. Tony odwagi do tego by przeżywać swoje życie w pełni, by traktować je jak przygodę i nadawać sens każdej chwili, choćby to był tylko „zwykły” widok za oknem. Parafrazując słowa nieżyjącego już ks. Jana Kaczkowskiego, powiem tak – potrzeba cholernie dużo odwagi „do życia na pełnej petardzie”. Nie dam się namówić do tego, że jest inaczej.


P.S Czy ja już pisałam, że przejechałam 74 km, żeby dotrzeć do celu? Dowiedziałam się o tym na miejscu, dokładniej sprawdzając mapę.

 

Ktoś mi kiedyś powiedział: „Życie to nie jest bajka”

To ja się pytam teraz: Jeśli nie bajka, to co? 

3 thoughts on “Na pełnej petardzie

  • To słowa mojej 15 letniej Córki, której Pani Ania pomagała
    przerobić podjęcie bardzo ważnych decyzji.
    – Pani Ania to mądra kobieta i bardzo mi pomogła.
    Dziękujemy

  • Bardzo się cieszę i dziękuję. Moim celem jest naprowadzanie na własny potencjał, który każdy z nas ma 🙂
    Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *